Gump
Ostatnio Yossar już nie wiedząc gdzie, schował się
w tunelu. Ciemno tam jak w dupie, duszno i niekomfortowo, Jakby tego było mało, aby się schować,
trzeba wykupić bilet i jeszcze spierdzielać w podskokach, bo co rusz nadjeżdża pociąg.
Każdy
pociąg wiezie łowców androidów.
Wyskakują z pałami, aby go zbadać i zakwalifikować.
Pokazują odznaki obrazki każą
pokazać postawić ptaszka i patrzą czy nie android.
Piszą w obcych językach, obrazki niewyraźne, czegoś jakby podrobione. Ponieważ teraźniejsza generacja androidów jeszcze w powijakach, to jak wiesz, co to rower, gdzie przechodzić przez jezdnię, albo masz bilet parkingowy, to znaczy, żeś human.
Niedowidzisz, to i nie zgadniesz. A to znaczy, żeś robot, albo przeterminowany. I tak jak z androidami, albo przeterminowanymi, zgodnie z ustawą – rozstrzelać i na śmietnik.
Bywa, też udają, że ich nie ma, chociaż są, ale przed nierozpoznanymi się ukrywają,
albo też rżną głupa, że niebezpiecznie, bo wirusowa zaraza i nie puszczają (wirus naszym przyjacielem nie jest, a jego duch jest pośród nas).
Czasem dla zmyłki go puszczą i zaraz oferują przymuszoną wolę rejestracji do zalogowania, Jak nie,
to niech spada! Niektórzy posuwają się do segregacji
narodowej państwowej. Segregacji rasowej na razie nie widać –
prędzej dojdzie do odsiewu niewyszczepionych.
Yossar zaczął zmieniać tunele. Czasem pomaga, ale ilość pociągów
rośnie proporcjonalnie do liczby tuneli. Najwyraźniej chodzi o to, aby Yossar schował się w
starannie wybranym, jasno oświetlonym tunelu – aby był dobrze widoczny i łatwo było
przypilnować rozjechać.
Yossar, żeby
go nie przejechali, zmienia tory. Jak pociąg nadjeżdża, to Yossar hop i przeskakuje na inny tor. Po
przejeździe pociągu śmierdzi cebulą, i nie wiadomo dlaczego, czosnkiem – czyżby dlatego, że
podobny do cebuli?;) Problem w tym, że cebula w oczy szczypie, a czosnek niemożebnie śmierdzi
– zdania uczonych są podzielone, czy czosnek jedzą, czy też wprost przeciwnie –
odstrasza wampiry?
Wuje z pałami mijają Yossara i tylko z oddali pokazują obrazki. Yossar razem z kotem w rewanżu
pokazują im wała. Robot Yossar języka nie pokazuje, bo jak to robot owego nie posiada.
Jak już, ale tak bardzo potrzebuje, to wymięka
stawia ptaszka.
Yossar
Same bzdury. Yossar jest wolnym człowiekiem, nie chowa się po tunelach, na
widoku być nie lubi, bo razi go jasne oświetlenie. Co prawda, niekiedy i w tunelu przeczołgać się
potrzeba.
Po torach nie skacze –
jest jeden. Jedyna w tym prawda, że
pociągów w tunelach coraz więcej i coraz więcej zbójów w wagonach.
Cebula, choć często w oczy poszczypie, mu nie przeszkadza, ale smród czosnku
tak. W odstraszanie czosnkiem wampirów nie wierzy, a w wampiry ani chybi, tak, ale te nie noszą
czarnej pelerynki podszytej czerwonym aksamitem, a i owszem, mają czerwone podniebienia. Jak pysk
otworzą i co powiedzą, to śmierdzi fałszem i obłudą, ale kły starannie poukrywane. Jak się co
obnaży, to zasłaniają namordnikiem – stąd parcie na przymus zakrywania pyska, aby ich nie
rozpoznano. Bogate wampiry plebsem pogardzają, bo są inteligentne, drapieżne, skrytobójcze,
bezczelnie kłamliwe i skurwysyńsko niebezpieczne. I zawsze im mało!
A wujom w wagonach Yossar nic nie pokazuje – albo stawia ptaszka, albo ich olewa.
Gump
Yossar tak lubi ciastka, że bierze jak świnia, łapczywie wszystko zżera i
natychmiast defekuje – problem, nie nadążają dostarczać i fingują oskarżenie, że Yossar to robot.
Sam on sobie winien. Jakby zostawił trochę na później, aż do następnej dostawy, to trwałby w błogiej
nirwanie.
Skurczybyk Yossar nie dość, że wyżera ciastka, to na dodatek zaciera ślady,
żeby nie było na niego – starannie usuwa odciski palców i zakłada silikonowe rękawiczki, żeby
go z nowego dowodu osobistego po odciskach palców na klawiaturze nie rozpoznali.
Third-party cookies czyli, co robią ciasteczka na stronach internetowych
Yossar
Gówno prawda. Yossar trujących ciastek nie wyżera, tylko wyraża przymusową
„zgodę” i z upodloną godnością przyjmuje.
Odmawiać przymusowego poczęstunku jest niewygodnie, bo gospodarz może się obrazić i wykopie cię za
drzwi. Lepiej przyjąć i jak tylko nie patrzy, szybko wydalić – Yossar zachowuje sterylność i
śmierdzących odpadów trzymał nie będzie.
Dlatego ciastka mają u Yossara bardzo krótki okres ważności i automatycznie wydala bardziej
potrzebującym tym samym kanałem do tego samego ścieku u tego samego sponsora – Yossar ma to
wpisane w naturę, że zachowuje higienę, resztki sprząta, a śmieci wynosi.
Niestety upierdliwe dziady sprawdzają, czy ciasteczek nie brakuje, i co rusz
dokładają.
Pomówieniem jest jakoby Yossar zacierał ślady i usuwał odciski palców. On je
zwyczajnie zmienia. Rękawiczek nie nakłada, tylko często myje ręce i odkaża komputer (klawiaturę też
– ale, tu nie ma aż takiej nagłej potrzeby i dlatego tylko od czasu do czasu).
Gump
Yossar jest głupi. Ach, gdyby tylko przystąpił do naszego Kręgu* i
przyswajał ciastka bez oporu, był stale na widoku, zalogowany, powiadomiony, zsynchronizowany,
zasubskrybowany, sprofilowany, zlokalizowany, certyfikowany – zawsze naładowany, zwarty i
gotowy do aportu raportu. Byłby wielkim panem (swojego smarkfona, ale
zawsze to już coś!). Nie czerwieniłby się na namolne nagabywanie panienki z obsługi klienta –
czy posiada Pan aplikację💕? I nie byłby zażenowany,
odpowiadjąc – posiadam tylko aplikator🕹, ale
zacina się, bo rzadko używany.
Bill
Drogi Gumpie!
Zwróciłeś tu uwagę na dotąd jeszcze nierozwiązany problem rozłączności
nosiciela z jego modlitewną tabliczką. Jakkolwiek mamy tu 99% silnych psychicznych powiązań, to
pozostaje jeszcze poprodukcyjny, niereformowalny odpad taki, jak ten osobnik, z którym tutaj tak
często bezowocnie dyskutujesz, który przy obecnym stanie technologii jeszcze pozostaje poza naszym
zasięgiem i prawdopodobnie jakiś margines błędu zawsze pozostanie. Jednak mam i tutaj dobre wieści.
Nasze najęte, wysoko opłacone szczury pracują nad epokowym, hybrydowym rozwiązaniem, które,
przeniesie religię technologię w nowy, poza techniczny wymiar, w którym
nastąpi szczepienie połączenie ciała i duszy, z aniołem stróżem w
nierozłączną jedność. Z uwagi na obecność anioła możemy tę triadę nazwać
świętą trójcą.
Szczegółów nie będę zdradzać, bo są opatentowane.
jeszcze nieszczepionyzespolony.
Gump
Yossar gdyby tylko chciał, nie ukrywałby się po tunelach, nie skakał po
torach. Nie był przymuszany kłaść stawiać ptaszka (na wujów obrazkach).
Miałby własną modlitewną tabliczkę i na pęczki aplikacji. Pomiziałby szkiełko, a poblikał ochoczo.
Pokazałby, kto tu chamem panem otwierając zdalnie a bez kolejki skrzynkę
w paczkowym automacie (wprawdzie tylko panem swojego smarkfona, ale zawsze to o jeden szczebelek
wyżej w łańcuchu pokarmowym!), pobrylowałby na fejsie, poświergoliłby na takim, czy innym ćwierkaczu
–
obyś tylko za daleko nie odlatywał, zachowując błogi spokój i czółko myślą niezmarszczone. Wreszcie miałby szansę się wylegitymować
tym (i) owym,(mam tu na myśli smarkfon oczywiście – a co ty pomyślałeś, że czym innym?), czyli np.
okazał certyfikat namordnika, wyszczepienia albo jakiej innej betryzacji.
Z tunelu wyszedłby do myszy, przestał tak jak jego kot rozglądać się tchórzliwie, czy w pobliżu
jakiś pies, albo jakaś inna nadaktywna żaba się nie pałęta. Stanąłby wreszcie prosto, jak człowiek
modny i nowoczesny, pierś dumnie wypięta do przodu – może jakiś medal przypną? Kufa w namordniku
zadarta dumnie do góry – mój namordnik, jego model, bandera godło,
ilość kolorów, ilość zaworów, rok produkcji nosiciela wybity na tabliczce znamionowej, numer
zezwolenia i kto wydał certyfikat, i wreszcie kilometraż – ile jeszcze pozostało do nosiciela
utylizacji.
Cena namordnika i kto ma większego (smarkfona oczywiście – chyba że może się
jeszcze większym czym innym, pochwalić, świadczy o społecznej pozycji!
Szedłby z podniesionym czołem, wyposażony w paszport zdrowotny, ku nowej cywilizacji, najpierw będąc
obserwatorem, a potem może i ambasadorem Nowego Porządku Ładu, dzierżąc
sztandar nowej „luckości”.
Bill
Drogi Gumpie, bądź ostrożny! Nie odlatuj do moich wizji zbyt jawnie, bo
płoszysz stado. Wybaczam Ci tę zbytnią niecierpliwość, bowiem i ja sam mam kłopot z trzymaniem
języka na wodzy. Pamiętaj, MY to akurat już wiemy – a jak sam widzisz, sprawdziliśmy dokładnie
w ciągu ostatniego roku, że „z człowiekiem żabą można zrobić
wszystko, tylko trzeba widelcem”**, ale siłą naszego rozumu staramy się obecnie działać
metodycznie i progresywne. Żabę gotuje się powoli. Po zagotowaniu zmniejszamy ogień, przyprawiamy,
czekamy, aż zmięknie, powtórnie, ale tym razem mocniej przyprawiamy,
gazujemy zwiększamy dopływ gazu i kolejny raz zagotowujemy. I tak aż do
skutku!
My ludzie, choć ślina z
pyska nam cieknie, żabę pokroimy kulturalnie nożem
i widelcem dopiero po ugotowaniu tuż przed
spożyciem.
Yossar (do Gumpa – z innymi śmieciami nie rozmawia)
Yossar na waszym ołtarzu ofiary nie złoży, a już tylko jak ten Logan***
patrzy, jak i gdzie spierdolić z twojego cudownego Alphaville**** i spokojnie dożyć.
Yossar do
wyobrażenia twojego świata nie przystaje. Ryj Nos ma kiepskawo
wyeksponowany, to i namordnik co rusz się obsuwa, modlić się do twojej tabliczki już nie może, bo
stale w namordniku, zawory podparte i od chuchu z rur wydechowych okulary zaparowane. Co więcej,
wyszczepieniu tak, ale betryzacji**** już nie podlega, i tym samym stanowi podwójne zagrożenie, bo
wciąż jeszcze mocno wkurwić się może.
Jeżeli mowa o namordnikowej modzie to staromodny Yossar o to nie dba, bo dobrze wie, że jak tylko
zechce się przemieszczać, to niezależnie od modelu i rocznika, będzie miał ustawowy obowiązek opłaty
za wydanie tablic rejestracyjnych i KONIECZNIE! (nawet gdyby leżał w szpitalu, albo pod płotem) w
dniu rejestracji, wniesienie opłaty za
obowiązkowe ubezpieczenie (bo
inaczej fundusz gwarancyjny ustawowo może naliczyć... ho ho.)
Nie może też zapomnieć o
wyrejestrowaniu i zezłomowaniu, bowiem inny fundusz bezgwarancyjny może kontynuować naliczanie, a
dług Yossara będzie narastać – ale wtedy Yossar już będzie miał to w
dup tunelu.
Yossar też ma przeczucie horrendalnej wysokości kwoty
obowiązkowego ubezpieczenia, bo to zabytkowy, bardzo rzadki, i (niestety tylko dla niego samego)
dużej wartości model.
Do Yossara dochodzą niepokojące wieści, że pełną parą idą też przymiarki do
obowiązkowej inwentaryzacji kotów.
Psy i koty otrzymają własne dowody tożsamości
Zachodzi wszakże niebezpieczeństwo w piwnicach powstania podziemnego państwa kotów. Tu jednak w
odróżnieniu od państwa naziemnego, możliwości wyzyskania kotów Yossar ocenia jako znikome –
czyżby jedynie z powodu braku u podziemnych kotów wyposażenia technicznego? Yossar będąc na miejscu
owych legislacyjnych konceptualistów, na manipulowanie podziemnymi kotami specjalnie by nie liczył,
ale znając kreatywność tych kreatur, cholera ich wie – może jakiś następny nowy piwniczny
podatek, z ulgą podatkową (jasne, że tylko częściową, i jeszcze koniecznie po odliczeniu
wiadomej składki) za każdego dostarczonego młodego kota? Tylko że jak taki piwniczny, niepiśmienny
kot złoży zeznanie podatkowe bez technicznego wyposażenia? Hej koty, do szkoły, a nie na płoty! (w
szkołach tablety rozdają – do nauki PITolenia "on-line"!)
Cóż, jak to się mówi –
ich małpy psy koty, ich cyrk i ich
sprawa.
Gump
Yossar osiągnął szczyt paranoi i kupił nowy komputer, którego nigdy go nie
podłącza do Internetu. Jak chce się wywiedzieć co tam Panie w
świecie Internecie, to idzie do ogrodu karmić nielegalne, bo
niezarejestrowane koty.
Siada na ławeczce, chyłkiem wystawia antenkę i liczy ogony. Ale najpierw puszcza pawia.
Yossar
Gówno prawda. Yossarowi własnych kotów ubywa, bo norki mordują wirusem.
Yossar, jak wiadomo, niezmiennie, nie od dzisiaj jest zdania, że swoje koty trzeba chronić.
Yossar dobrze wie, że sierściuchy mądrością nie imponują. Co więcej, Yossar nawet uznaje, że są one
cholernie głupie, ale jakby nie było, jeszcze dotąd nie widział kota w namordniku. Zaś wpół
ugotowaną żabę w namordniku, i to nawet za kierownicą w pustym samochodzie, Yossar spotyka
nadspodziewanie często.
Chodząca skamielina Yossar, importowanych kotów hołubić nie zamierza, bo absolutnie nie godzi się na
szantaż norek i jest zdania, że kot nabywa wyłączne prawo do domu, w którym się urodził i wychował.
Niezależnie od jego maści (to, żeby mi tu nie było... takie tam).
Yossar ma przeczucie,
że czy chce, czy też nie, ktoś mu cichcem te koty podmienia, ale nic zrobić nie może, a jego koty
jeszcze powiedziały, że jak tak, to chrzanią norki i więcej rozmnażać się nie będą.
Jedynym
ratunkiem młode janczary.
Yossar nie może się z tym pogodzić, ale porzucił wszelką nadzieję i światełka w tunelu nawet już nie
wypatruje, bo nadjedzie pociąg!
Yossar niechętnie przyznaje, że nie ma bladego pojęcia jak pozbyć się
norek. Pojawiła się wprawdzie (nie jego) koncepcja, aby wszystkie wymordować, ale taki dobry pomysł
szybko, a nie wiadomo czemu został momentalnie wyciszony. Jak tego białego królika z kapelusza,
wyciągnięto zastępczą tezę, że wirusa roznoszą koty – tak, jak w tym przysłowiu „norka zawiniła, a
kota powiesili”.
A tak na marginesie – czy norki też podmienią w kapeluszach króliki?
A że na ławeczce Yossar nieproszonych ogonów już nie zliczy,
to sam gubi ogon.
Nadeszła połowa maja Roku Pańskiego 2021, kiedy wreszcie późno wiosenny
Yossar wypełzł z tunelu na słońce i z przerażeniem spostrzegł, że niektórym namordnik trwale
szczepił się z fizjonomią.
Tym nieszczęściem, Yossar natychmiast rozpoznaje (i to bez smarkfona!)
osobniki szczepione.
Coś ostatnio Yossar nabiera straszliwego podejrzenia, że żaba to może być mózgowo zawirusowany, gotowany kot.
Faktem też jest, że go mdli, kiedy patrzy na teraźniejszą kondycję „luckości”, ale pawia nie puszcza, bowiem w ogrodzie pawia nie ma, Papugą Pawiem narodów ogrodów nie jest papuga, tylko coś znacznie większego (o kurna, chyba coś z tymi pawiami ptakami pokręciłem!).
A może to taki orzełek na dzisiejszą miarę?
W ogrodzie, z podmienionych ptaków są tylko no … te, ufarbowane na bażanty – każdy w innym ubarwieniu, że jest niby demokratycznie. Gardło toto ma szerokie,

dziobie i dziobie, a nażreć się nie może, i ptasia grypa, kowid czy inna wścieklizna ni cholery tego tałatajstwa nie rusza.
_____________________________
* Dave Eggers – The Circle (Krąg). Powieść (i film o tym samym tytule) o pierwszej
korporacyjnej komunistce. W skrócie – historia o pierwszych amerykańskich korporacyjnych
komunistach, którzy po wstępnym, ale podobno niezamierzonym okresie błędów i wypaczeń osiągnęli
kontrolowany stan szczęśliwości ludu (gdzieś ja to już słyszałem?).
** Wojna światów – następne stulecie (film z 1981 r.) – Piotr Szulkin.
Tu jednak czuję się w obowiązku uprzedzić, że kiedyś odświeżając sobie film w przypadkowo
szerszym gronie, z niejakim wewnętrznym niepokojem zauważyłem, że nie wszystkich film
zainteresował. Za to ci wszyscy, którym film się nie podobał i uznali go za nudny zgodnie
zapamiętali, że Iron Idem „miał fajną perukę”.
*** Logan's Run (Ucieczka Logana film z 1976 r.) – Michael Anderson
**** Alphaville (film z 1965 r.) – Jean-Luc Godard
**** Stanisław Lem (powieść) – Powrót z gwiazd
