W zasadzie Gump tego baraniego owczego pędu do władzy
pojąć nie umie,
bo przecież królestwo marne to i zyski mizerne — chyba że król pójdzie na całość (ryzykowne!),
splendory nieduże, wrogów co niemiara. I za to wszystko króla nawet prezydentem nie zatytułują! Musi
być w tym jakiś inny bakcyl, który Gumpowi osobiście raczej jest obcy — pewnie dlatego, że
głąb. Podobno to się nazywa polityka, czyli — teraz k... Ja (k jak król).
Jakby już doszło do wymiany króla,
to nowy król będzie chciał na swoje wejście osiągnąć jakiś dodatkowy przychód, aby wzmocnić finanse
swoje, a i rządzić radzić czym było. Najłatwiej – każdy obywatel
po sobie wie i to rozumie, pożyczyć, a potem ratuj się, jak potrafisz, zwykle poprzez sprowadzenie
do gminy jakiegoś niby dochodowego syfu (np. elektrowni wiatrowych, albo zawarcie innego układu z
promotorem na zasadzie „wicie rozumicie my wam a wy nam”). Coś za coś, a szkody lokalne
zwykle okazują się nieodwracalne.
Żeby było jeszcze straszniej, należy tu jeszcze zauważyć, że
taki król wcale nie ma nakazu zamieszkiwać swojego królestwa, czyli może być to król dochodzący
(dojeżdżający). Ja się pytam, a co wadzi takiemu królowi napaskudzić w swoim królestwie, jeśli bywa
w nim tylko okazjonalnie, a co więcej, posada króla nie jest dożywotnia? Zawsze wtedy w razie czego
może wziąć nogi za pas, a jak dodatkowo dostanie kopa, to zwykle jest to kop w górę za zasługi dla
super króla.
No ale wiecie, królestwo to tylko
pierwszy szczebel do nadkrólestwa. Nadkrólestwo to takie królestwo, które ma wszystkie
kure królestwa pod sobą. Droga do nadkrólestwa prowadzi
przez zwykłe kure zwykle przez królestwo.
Królestwa z okolicy zebrane do kupy to nadkrólestwo. Do nadkrólestwa też są kandydaci, tak do rady
mędrców, jak i samego nadkróla. Tu jednak sprawa się gmatwa bowiem to już nie sami swoi. Jednak w
nadkrólestwie będą załatwiać z samymi swoimi w królestwach. Pechowo dla wszystkich, tychże
kandydatów muszą wybrać ci sami, co wybierają samych swoich w królestwie. Tu wyborcy mogą już poczuć
się nieco zdezorientowani kogo skreślić zakreślić.
Che, che myślicie, że to już koniec
piramidy? Nie, są jeszcze superkrólestwa, co to mają nadkrólestwa pod sobą. Te superkrólestwa to
jakieś nienormalne, bo tam pomyleni, super króla, cholera wie czemu, marszałkiem nazywają –
może dlatego, że w tym przypadku już sami wśród swoich wybierają? Ile jest nadkrólestw, trudno się
połapać, bo liczba stale się zmienia. Na obecną chwilę szesnaście, ale jak to przed wyborami już
padł postulat zmiany tej liczby na najbliższą liczbę pierwszą (17). Przy następnych wyborach zapewne
przeskoczą na kolejną (liczbę pierwszą – a wiecie chociaż którą? Nie, nie zgadliście, to nie
jedynka!).
Gump nie wie, dlaczego mówią na to kiełbasa, ale dobrej wędzonki też by nie odmówił.
W tych piramidalnych wyborach
ujawnia ogromna rola prasy i innych mediów mniej lub bardziej lokalnych. Głównie w rubrykach z
płatnymi ogłoszeniami. Dzięki temu można poznać i docenić tego czy innego kandydata, po formie i
częstotliwości składanych przy każdej okazji życzeniach dla swoich wyborców. Załączona fotografia
niejednokrotnie pozwala zbadać atrakcyjność danego kandydata, a to po „mądrym” kształcie
oprawy okularów na nosie kandydata/kandydatki**, czy też te walory rozpoznać na podstawie
pozostałości po dentyście, do którego kandydat chadza.
Na przykład przy wyborze, taki zdesperowany Gump z braku lepszego pomysłu zwykle kieruje się swojsko
brzmiącym nazwiskiem kandydata, ale tutaj to dopiero można sromotnie się pomylić, dlatego zmienia
taktykę i teraz będzie rzucał monetą.
Bogiem a prawdą dotyczy to jednak tylko kandydatów z wyższej półki. Najważniejsi to nawet własne
druki posiadają. Kandydaci początkujący, ze względów finansowych, zwykle muszą się zadowolić
darmowym napomykaniem nazwiska przy każdej sposobności w cotygodniowych wypadkowych kronikach
towarzysko-kryminalnych.
Rola zaprzyjaźnionego
dziennikarza kronikarza w tym przypadku jest bezcenna.
Jednak bez obaw! Sami swoi wraz z zaprzyjaźnioną prasą już wskażą, którego misia wybrać.
A przy najważniejszych personach to nawet i w samej telewizji podpowiedzą.
Wiecie, normalnie kandydat na króla
dowolnego szczebla, podpiera się którąś partią kłamczuchów. Jak wiadomo, partie dzielą się na ludowe
i narodowe. Te narodowe nic na wsi do szukania nie mają, bo głupcy niczego w zasadzie nie obiecują,
a mogliby — przecież to nic nie kosztuje?! Zamiast tego zajmują się z powodu braku zastępstwa,
z konieczności sprawami, którymi partie ludowe głowy sobie nie zawracają.
Partie ludowe to te,
które zabiegają o glosy tzw. ludu. Jakiego ludu? Oczywiście ludu na nie głosującego. Który to lud? A
co to za różnica, byle dał głos i żeby dużo go było. Dlatego też lud trzeba rozcieńczyć, aby było
więcej. W mętnej szeroko rozlanej wodzie rybkę wyborcę złowić łatwiej!
.
Jednak już i na nizinach, z duchem
czasu wchodzi nowa metoda. Otóż z powodu obawy możliwości utraty części głosów z powodu
przynależności do którejś mniej popularnej partii kłamczuchów, kandydat na króla decyduje się na
założenie niezależnego komitetu wyborczego. Kto za nim stoi zwykle okaże się dopiero w przypadku
wyborczego sukcesu. Bywa też, już nie tylko na wyższych półkach, zmiana partii ludowej na sąsiednią
partię ludową ze względów taktycznych.
Ostatnie pytanie – a kto stoi
za nad superkrólestwami?
Prawda jest taka, że stoją zawsze ci sami. Którzy? Przecież wiecie, ci ... No! ***
________________________________
* kilodecymetr – pozaukładowa jednostka długości stosowana przez Gumpa. 1 [kdcm] = 103
x 10-1 [m] = 10000 [cm]
** niepotrzebne skreślić – w wątpliwych przypadkach można nie skreślać!
*** oczywiście to
Reptilianie – a Ty to,
co żeś sobie pomyślał, że niby kto to taki?!
Z ostatniej chwili
No i doszło do
nieszczęścia, Gump rzucił monetą i wpadła w krzaki. Nie może znaleźć. Więc wymyślił, że zamiast
losowania kandydata skreśli zakreśli wszystkich.
A co, niech się
misie cieszą, że mają takie wzięcie!
Eeech... szkoda piątaka!