Do Yossara skrzętnie ukrywającego się w jego schowku na miotły doszły niepokojące wieści o wybuchłych w miasteczku walkach o Kraszczady. Wprawdzie łuny nad miasteczkiem jeszcze nie widać, ale czad już snuje się gęsto.
Wskutek wewnętrznych walk partyjnych wyłaniają się, jak to zwykle w Polsce czy też w Kraszczadach bywa, rozmaite frakcje zaprzańców negujących istnienie Kraszczadów podobnie jak i Polski. Konflikt wzbiera, aż wióry lecą, i jak tak dalej, to rozgorzeje taka wojna o Kraszczady i Polskę, że z Polski i Kraszczadów kamień na kamieniu się nie ostanie.
Jak wiewiórki donoszą, istnieje jeszcze drugie dno konfliktu. Tym razem o „słowo” i jego "urynkowienie".
Z tego też powodu Yossar już "pietruszką handluje", czy aby jego strona zawierająca nieopatrznie w adresie internetowym owo markowe „słowo” nie zostanie zdelegalizowana, a przynajmniej skutecznie przez wiadome „algorytmy” jako bezprawna zostanie ostatecznie, oczywiście zgodnie z „prawem” XD, wyeliminowana z obrotu publicznego.
Yossar już się zastanawia, czy nie zmienić adresu internetowego, np. na kra-czady.pl, jako że było nie było, koniec prędzej czy później Kraszczadów wykrakał, a czadu już po uszy.
Łoj Matko Boska, ale nie przewidział końca z takiego głupiego powodu i tak szybko!
Yossar już sprawdził, że wspomniana nowa internetowa domena jest niewykorzystana i można zakupić, ale teraz się zastanawia, tak, jak każdy cebularz (ale nie czosnkowy!), czy wyciągnąć ostatnie grosze ze skarpety na ten szczytny cel. Chwilę też zanęcił się przez myśl, aby ogłosić zbiórkę publiczną na ten cel, ale szybko odrzucił podszepty diabła US (nie mylić ze skrótem od United States) – wtedy prędzej czy później musiałby wyrazić „czynny żal” (dajcie mi człowieka, a hak zawsze się znajdzie) i od uczynionego czynu, z żalu wspomniana wyżej skarpeta by mu pękła!
Zresztą Yossar tylko teoretyzuje, bo przecież dobrze wie, że od urodzenia słoń mu na ucho nadepnął i w żadnej swojej „małej orkiestrze powszedniej pomocy” nie zagra, a znamienici sponsorzy nigdy się o nim dowiedzą. Na plankton też nie ma co liczyć, bo ten nawet jednego procenta od podatku zwykle nie ma z czego. Zresztą Yossar, odkąd padło Stowarzyszenie „Kraszczady” nie należy już do „organizacji użycia publicznego” – czy jakoś tak tam podobnie zwał, ale akurat kiedyś był uczestnikiem w dobrze użytej organizacji pożytku publicznego!
Na szczęście z pomocą w „graniu” przychodzą nowe, już sztuczne byty, które wyśpiewają nam wszystko, co tylko dusza zapragnie!
Ostatnią deską ratunku z desperackich pomysłów Yossara jest umieszczenie strony w darknecie, ale wtedy nikt już owej strony nie znajdzie, za to Yossara to i owszem.
W konkluzji pozostaje niby optymistyczne – zależy jak dla kogo, stwierdzenie, że przez różnej maści kramarzy i zaprzańców, Polski i Kraszczadów może już nie być, ale przynajmniej jedno czy drugie „słowo” jako „zastrzeżona prawnie nazwa” do przehandlowania się ostanie.