O tym, jak się zmienia punkt widzenia po zmianie punktu siedzenia
Yossar
07.03.2016
Kraszczady
Panie i Panowie!
(Panie na pierwszym miejscu, gdyż, ku żalowi co poniektórych, wciąż jeszcze żyjemy w kulturze wschodnioeuropejskiej!)
Właśnie został przedstawiony projekt tzw. poselski, dotyczący sprawy regulacji odległości elektrowni wiatrowych od siedzib ludzkich w kraju zwanym POLSKA.
Kraszczady – jeszcze Polska
Sądząc po rozkładzie sił politycznych w polskim parlamencie, projekt (oczywiście po dalszym „rozmydleniu”) ma szanse na uchwalenie.
W przepisach żadnej amplitudy fali, migotania izofony, częstotliwości ektoplazmy, hałasu cienia, mocy ultradźwięków w nietoperzach na jeden skowronek kwadratowy, imbecyli infradźwiękowych, hałasowych debili – 1debil = 10decybili, lub jakoś tak podobnie albo może i na odwrót (10 decybili = 1debil?), czy też natężenia strumienia kurwicy rzucającej o ścianę.
(Jeżeli któreś wielkości lub jednostki fizyczne pomyliłem, to bardzo przepraszam!)
Prosta chłopska regulacja – im dalej, tym mniej śmierdzi (szkodzi). Nomen omen – w tutejszym narzeczu „słychać” oznacza czuć, że coś śmierdzi.
Ilości wydzielanego smrodu przez „śmierdziela” nie uwzględniono. Może i dobrze? Skądinąd wiadomo, że co daleko i nie widać, tego nie ma. Każdy też inaczej smród znosi. Jak wypowiedział się (w prasie) wójt jednej sąsiedniej gminy – mieszkańcy wsi do smrodu zapachów są przyzwyczajeni, a więc dużego problemu nie ma (wypowiedź wystąpiła w kontekście sprawy niepowiązanej z elektrowniami). Czasami jak obserwuję niektórych współmieszkańców, nie wiem, czy nie przyznać mu częściowej racji!
No to kiedy już nie śmierdzi?
W ustawie na samym początku już w punkcie czwartym autorzy genialnie odkryli, że nie śmierdzi i zupełnie nie truje, jak wiatrak się położy na ziemi.
Niestety zaraz potem dopisali, że położony wiatrak trzeba przenieść przez dziesięć jego długości i w tym wskazanym śmigłem punkcie już można zdrowo mieszkać w postawionym(,) legalnie(,) wymarzonym domu (miejsce postawienia przecinka pozostawiam do swobodnego wyboru czytającemu). Co gorsza, potem trzeba wiatrak odstawić na miejsce.
Pewien problem sprawia pytanie, co było pierwsze kura, czy domek wiatrak, czy jajo, ale odpowiedź na to proste pytanie odwiecznie jest niezmienna, mianowicie zależy od tego, kto kogo zrobi w jajo.
Policzmy zatem jaka wg projektu ustawy
„partii, która walczy z wiatrakami”
może być minimalna odległość od zabudowań ludzkich.
Aby posłużyć się przykładami, trzeba się oprzeć na konkretnych danych fabrycznych elektrowni wiatrowych. Weźmy firmę Vestas (takie widywałem – w d*ie byłem, mało widziałem no i takie mam akurat zdjęcie).
Ilustracja poglądowa
Według danych technicznych Vestas elektrownia o mocy 1,8-2 MW (Vestas V90-1,8/2 MW) ma wymiary: średnica rotora 90 m, wieża–do wyboru 80, 95 lub 105 metrów. Czyli do naszych obliczeń powiedzmy, średnio 140 m.
Czy wiecie, jaką te parametry dają dopuszczalną minimalną odległość od zabudowań?
Dopuszczalna minimalna odległość od zabudowań wynosi według zaproponowanej ustawy 1400 metrów.
A jeżeli wieża elektrowni wiatrowej tego samego modelu i tej samej mocy będzie miała wysokość tylko 80 metrów?
Wtedy odległość wyniesie odpowiednio 1200 metrów.
A jak to będzie w przypadku elektrowni o mocy półtora raza większej (Vestas V90-3MW)?
Według katalogu rotor też 90 metrów a wysokości do wyboru 65, 80 105 metrów.
Ile dla średniej wysokości wieży? – 1250 metrów?. Niemożliwe!? Jeszcze bliżej dla „mocniejszej” elektrowni?
Ależ możliwe Panie i Panowie, technika idzie do przodu!
A co jeżeli inwestor wybierze niski model „sportowy”?
Wtedy możecie się zgodnie z prawem czuć się już bezpiecznie i komfortowo w odległości 1100 metrów od trzymegawatowej elektrowni wiatrowej!
Zaraz, zaraz, przecież takie to tylko na pustkowiach albo na morzu!
Ta..., a w którym punkcie projektu ustawy jest zabronione?
A więc nie lękajcie się! Będziecie mogli budować swój wymarzony dom już w odległości 2,7 km albo będzie można wybudować Waszą wymarzoną ośmiomegawatową elektrownię wiatrową już w odległości nie mniejszej od Waszego, wtedy już niechcianego domu!
A co, jeżeli mimo wszystko będzie trudno w tym jeszcze ostatkami zaludnionym kraju spełnić warunki „ustawy”?
Panie, ale tutaj drogi nie ma! Czy te ludziki zawsze muszą mieszkać tam gdzie już gotowa dla nas droga?
Najbardziej bezczelnym argumentem, dlaczego elektrownia wiatrowa musi być blisko ludzi, jest skonstatowanie, że w Polsce nie ma odpowiednich miejsc oddalonych od zabudowań i trzeba iść na kompromis.
Odpowiedź na to jest niebywale oczywista, ale z niewiadomych przyczyn nie do ogarnięcia dla wszelkiej maści zaćmionych umysłowo decydentów:
Całkowite zaćmienie
Jeżeli Wam ludzie przeszkadzają, to wyprowadźcie ich na Księżyc
Noc wilkołaków
albo odwrotnie – sami wy…lajcie na Księżyc ze swoimi wiatrakami!
No, ale przecież dacie radę, nie trzeba tak daleko. Znana jest przecież w (wyższej?) kulturze zachodnioeuropejskiej praktyka, że w razie niespełnienia warunków odległości wykupuje się całe półopustoszałe wsie razem z pańszczyźnianymi chłopami – przykład tutaj.
Zapewne o taką wyższą kulturę postępowania chodzi partii politycznej, która się określa jako propolska. Przecież na wymierającej prowincji mało kto mieszka oprócz malejącej liczby autochtonów.
Bardzo trudno jest przewidywać przyszłość, aby nie wyjść na głupka. Najlepszym dowodem jest moja niedawna nie do końca trafiona prognoza. Nie przewidziałem w niej, że partia, która ma absolutną większość w sejmie i która od lat bije pianę na temat nierozwiązanego problemu lokalizacji elektrowni wiatrowych, pod pozorem dążenia do uregulowania problemu, sama wyjdzie z inicjatywą kompromisu w sprawie zbliżenia elektrowni do siedzib ludzkich.
Sprawdza się stara zasada, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia! Tylko że ja to nazywam oszukanymi wyborczymi obietnicami, a to, że to proceder nagminny niczego nie usprawiedliwia!
Nawet te głupie i niedostateczne dwa kilometry od ludzkich siedzib, nie chcą Wam przejść przez gardło. Komu chcecie zrobić dobrze – czy napewno zwykłym obywatelom?
Pytam, co z Wami jest (samemu wolę się głośno nie domyślać)?
Nie wątpię, że to świadoma decyzja, która została wliczona w polityczne koszty. Jednak w mojej opinii koszty te zostały przez Was grubo zaniżone i przyjdzie je Wam ze słoną nawiązką zapłacić. Nie może być tak, że z jednej strony ustami członków Waszej partii ronicie krokodyle łzy z powodu krzywdy ludzi, którzy potracili majątki z powodu niedających się sprzedać nieruchomości, a z drugiej utrwalacie ten stan prawa!
Co daje się policzyć, to policzyłem.
W sprawie pozostałych punktów projektu ustawy.
Nie jestem jakimś zadufanym kauzyperdą i udawał „znafcy” nie będę, skoro zwyczajnie się nie znam, ani też nie palę się do amatorskiego wgłębiania w profesję, do której czuję autentyczne obrzydzenie. Przeczuwam jednak, że prawdziwa batalia rozegra się wcale nie o określenie odległości od zabudowań, ale o całkiem inne zapisy projektu ustawy, przy których przysłowiowe „gazety lub czasopisma” były niewielką próbką tego, czego możemy się spodziewać przy dalszym „procedowaniu” projektu ustawy.
Mam odczucie jakby strony (rządowa i biznesowa) już ustaliły konsensus, a reszta będzie tylko „teatrem wydarzeń”, w którym sprawa odległości będzie jedynie dymną zasłoną.
Swoje przeczucia opieram na fakcie ustalenia zadziwiająco niskiego „pułapu warunków wyjściowych”.
I, na ten temat, byłoby na tyle.
Wracając do prekognicji.
Nie mam wątpliwości, że teraz zacznie się „rozcieńczanie” projektu ustawy.
Załóżmy, że pojawi się w sejmie poseł B (dobry policjant), którego dla oswojenia nazwiemy fikcyjnym, ale tak jakoś pozytywnie kojarzącym się nazwiskiem, powiedzmy Bamorra i powie, że to odległość za mała i trzeba razy dwanaście. W takim „optymistycznym” przypadku w zależności od układów poseł zostanie zakrzyczany albo uzyska większe poparcie i sprzedadzą to jako „sukces negocjacji”.
Za chwilę na mównicę wyjdzie inny reprezentant C (zły policjant), którego przez analogię do literki c nazwiemy Camorra i zacznie straszyć, że odległość 10 razy to za dużo i, że jak tyle to w Polsce już nie ma miejsca nawet dla jednego wiatraka,
Parking pełny, brak wolnych miejsc ?!
Kiepski dojazd!
zabraknie prądu, a tak w ogóle to zaleją nas, już nie krew, lecz oceany, spocimy się od klimatu,
Kraszczady zimą siedem lat temu. Hej! Kiedyś to dopiero były zimy!
wszyscy umrzemy od zatrucia węglem albo od atomu i to, co dla typa najgorsze, wykopią nas „ćwoków” z Unii.
Innymi słowy, będą strachy, że (jak nie postawimy wiatraków), z Unii wykopią Lachy („ja tam mam raka i się nie boję”)! ONI jednakże, znaj serce Pana, są dobre wujki i łaskawie zgodzą się na, powiedzmy, co najwyżej razy osiem.
Po prawej fajna górka. Kto nam drogę zrobi? .... Zgadliście!
A niech ich! Zająć taką górkę i to jeszcze przy „naszym” powiatowym asfalcie!
Za to będzie się gdzie „przypiąć”!
Albo Camorra zostanie olana, albo zgromadzi dostatecznie dużo, „starannie przekonanych” popleczników i sprawę się przepchnie.
W każdym razie tak jak w każdym okrągłym budynku lub namiocie będą igrzyska.
No ale zawsze jest możliwość, że ze względu na konieczność licznych poprawek, sprawa zostanie skierowana do podkomisji i tam będą dalej, przepraszam za słowo „procedować”. Powtórka takiego wariantu jest wbrew pozorom całkiem prawdopodobna, szczególnie jak niektórzy znowu nie zdążą z pokończeniem inwestycji. W takim przypadku bynajmniej pośpiechu nie zauważymy.
W końcu może też wystąpić wariant szybki, kiedy ustawę się bez poprawek przegłosuje ku chwale ojczyzny
Ojczyzna
i partii
Gniazdo bynajmniej nie orła
oraz orzeknie, że chociaż niedoskonała to ma jedną ważną zaletę, mianowicie, że jest i że aż tyle „udało” się zrobić. „Biznesesmani” pokrzyczą trochę pro forma, że katastrofa. Drudzy orzekną, że krzywda ludu po latach złych rządów została naprawiona i będzie to zarówno w jednym, jak i drugim przypadku, jednakowo niepodważalna
gówno prawda.
A tak naprawdę, po cichu z rezultatu wszyscy będą całkiem zadowoleni! Mówiąc wszyscy, nie mam na myśli zwykłych Polaków, lecz tych „najlepszego sortu”, jakimi bez cienia zwątpienia są, między innymi nasi reprezentanci w parlamencie.
To tyle w sprawie (ryzykownego) przewidywania przyszłości.
Podsumowanie
Można docenić próbę rozwiązania nabrzmiałego problemu nieucywilizowanego stawiania elektrowni wiatrowych, ale w żaden sposób nie można zaakceptować zaproponowanych skrajnie niskich, enigmatycznych norm odległościowych.
Świstak owija ekskrementy w sreberka (nazywane tutaj przez miejscowych „pazłotkiem”), a Wy nie szczędząc na reklamę, próbujecie sprzedać!
Ilustracja zastepcza
A może będziecie udawać, że świstak nie poinformował sprzedających o dystrybuowanej przez nich zawartości?
Nie!
nie odtrąbicie „kolejnego sukcesu”!
Nie kupuję!
Żryjcie sami!
Ogłaszam stan wojenny i „Teleranka” z sejmu więcej nie będzie!
Na koniec.
Skoro już obrany kurs na udawanie Greka, to wszystkim gminnym przygłupom na spedytora wiatraków rekomenduję Zorbę.
I wiecie jeszcze co? Przemyślałem i doszedłem do wniosku, że z tą przepowiednią o zakończeniu sprawy „ustawy odległościowej” się nie mylę. Jak się okaże, że dobrze typuję, to zacznę grać w totolotka.
Kupię sobie chatę w okolicy „czystej”, chronionej dla bogatych VIP-ów, a jak nie wygram, to tylko pozostaje, zgodnie z odwieczną polsko-germańską tradycją, wóz Drzymały!